Po latach posuchy na Opolszczyźnie znów zapachniało siatkarską Europą. Zespół z Kędzierzyna-Koźla po zajęciu 4. miejsca w lidze zyskał prawo startu w Pucharze CEV. To drugie w hierarchii rozgrywki.

Nasza drużyna odniosła 6 zwycięstw, doznała 2 porażek i awansowała do grona najlepszych czterech ekip Pucharu CEV. Odpadła w Challenge Round, ostatniej fazie przed turniejem finałowym. Na tym szczeblu ekipy, które przebrnęły przez trzy rundy Pucharu CEV walczyły z czterema zespołami, którym nie udało się awansować do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. ZAKSA trafiła na zespół z Piacenzy - mistrza i zdobywcę Superpucharu Włoch.


- We wcześniejszych edycjach rozgrywek tego nie było i do końca grały ekipy, które wystartowały w danym pucharze - mówi Kazimierz Pietrzyk, prezes ZAKSY. - Dlatego mam mieszane uczucia, bo uważam, że wprowadzanie regulaminowych zmian jest nie fair w stosunku do klubów. Ale Europejska Konfederacja Siatkówki pewnie chciała dodatkowo zarobić także na tym pucharze, dlatego pozwoliła grać dalej uznanym markom. Natomiast pod względem sportowym wypadliśmy dobrze. Mogliśmy się porównać z innymi klubami i odpadliśmy dopiero w konfrontacji z europejską potęgą.

- Sezon pucharowy mogę uznać za udany - ocenił po środowym meczu z mistrzem Włoch Krzysztof Stelmach, trener ZAKSY. - Pierwsza konfrontacja w Piacenzie miała wpływ na końcowy wynik. Tam rozegraliśmy słabe zawody i praktycznie przegraliśmy szansę awansu. U siebie nie udało się odrobić strat, ale cieszę się, że wygraliśmy i pozytywnie zakończyliśmy nasze tegoroczne występy w rozgrywkach pucharowych.


- W pierwszych dwóch rundach trafialiśmy na rywali, którzy na papierze byli słabsi od nas - analizuje Dominik Witczak, atakujący ZAKSY. - Z zespołami ze Słowenii i Serbii zrobiliśmy to, co do nas należało. Z Arkasem na wyjeździe zagraliśmy średnio, ale potrafiliśmy to odrobić u nas. Z Piacenzą wszystko się rozegrało na wyjeździe. Nie dość, że zagraliśmy słabo, to jeszcze nie ugraliśmy ani jednego seta, co dało rywalom ogromną przewagę. Mógł przyjechać po jednego seta i to mu się udało. To dla nas doświadczenie i w przyszłości musimy uważać, by takie mecze jak we Włoszech, nam się już nie zdarzały.


- Z pucharów możemy być zadowoleni, bo to były dobre występy - przekonuje rozgrywający Grzegorz Pilarz. -  Oczywiście dwóch pierwszych rywali nie mieliśmy z najwyższej półki. Jednak Arkas to już zespół klasowy, zdobywca Challenge Cup, i był dla nas mocnym przetarciem.
- Dotarliśmy do czwartej rundy i myślę, że na pierwszy rok po wielu latach pucharowej posuchy to dobry wynik - kończy libero Marcin Mierzejewski.