Autor tekstu „Powrót Komuny, czyli dziennikarstwo obywatelskie” z pewnością jest większym specjalistą od prowokacji niż obserwacji. Te zaledwie kilka zdań wywołało prawdziwą burzę na raczkującej dopiero MM-ce. Co ciekawe zdań niespecjalnie przemyślanych, nie do końca zgodnych z rzeczywistością. Komentujący internauci zamiast wypunktować na argumenty opinie Monkeya, w większości nie zdali próby emocji. Swoimi wypowiedziami udowodnili, że jak na razie ich obywatelskość pełna jest ekscytacji i pasji, nie zawsze opartej na merytorycznej dyskusji i obiektywnym dystansie. Cóż tego wszystkiego przy odrobinie pokory można się nauczyć, w końcu portal dopiero zaczyna.

 

Szkoda, że prawie nikt nie zadał sobie trudu rozłożyć na części tekst autora Monkeya. Pisze on, że dziennikarstwo obywatelskie przypomina powrót do komunizmu. Porównanie może efektowne, ale mało przekonywujące. Bo jak można porównać czasy komuny, cenzury, nielegalnych drukarni i inwigilowania niepokornych dziennikarzy przez bezpiekę. Dziś mamy kapitalizm, wolność słowa i… korporacje. Dziś cenzurę zastąpiła poprawność polityczna, bezpiekę presja ekonomiczna, itd. Jest inaczej, ale czy lepiej? To już inna bajka. Z jednym muszę się zgodzić z Monkeyem. Korporacja powołała do życia MM-ki i będzie czerpać z nich zysk. Takie właśnie są korporacje, nastawione na maksymalny zysk i minimalny wysiłek. Niech nikt tu nie liczy tu na bezinteresowność.

 

Nie wiedzieć czemu autor Monkey upatruje negatywnych stron powstania MM-ek. Bardzo dobrze, że powstają MM-ki. Znalazły się wreszcie łamy dla rzeszy dziennikarzy obywatelskich lub takich, którym się wydaje, że nimi są. Jest miejsce dla ludzi z powołaniem dziennikarskim i dla takich, którzy chcą tylko wyładować swoją frustrację lub komuś dokopać, nie mając równocześnie żadnego pojęcia o pisaniu. I bardzo dobrze! Nie zapowiada się też konflikt między dziennikarstwem obywatelskim, a (niby)profesjonalnym, który zapowiada Monkey. Tak jak napisał jeden z komentujących, dziennikarstwo profesjonalne, będzie się uzupełniać z obywatelskim. Od tego ostatniego nie wymagajmy za wiele.

 

Na MM-ce nie przeczytasz tekstu cięższego kalibru, o przeklęcie, korupcji, ciężkich grzechach władzy. I nie, dlatego, że któryś obywatelski dziennikarz by nie udźwignął takiego tematu, może by się taki znalazł, ale dlatego, że korporacja nie weźmie na siebie odpowiedzialności za taki tekst. I jeszcze jedno, być może najważniejsze. Monkey w swoim tekście wyraźnie przecenia tzw. dziennikarstwo profesjonalne. W dobie zubożenia i degradacji zawodu dziennikarza, w którym na każdym kroku spotykamy się z lękliwością, manipulacją lub ślepotą na najistotniejsze tematy nie rozrywałbym szat nad losem profesjonalnego dziennikarza. Coraz częściej to właśnie on pisze „byle co”, z tą różnicą, że pod przykrywką zawodowstwa i pozorów obiektywności. Z drugiej strony nie obrażałbym się na słowa Monkeya określające odbiorców przekazu medialnego jako „byle kogo”. Dość mocne i prowokacyjne stwierdzenie, ale faktycznie, co stwierdzają również socjologowie, ludzie coraz bardziej podatni są na manipulację.

 

A nasze święte oburzenie na autora, z którym się nie zgadzamy od tego nas nie uchroni. Może lepiej podyskutować, na argumenty, potrenować umysł, zdolności analityczne i obiektywizm zamiast obrzuca się opiniami, że ktoś jest idiotą czy chory psychicznie. Bo to ostatnie z dziennikarstwem obywatelskim raczej niewiele ma wspólnego.