Autor

redakcja

redakcja

Aktywność:
icon Moje Miasto:
Kędzierzyn-Koźle
icon Gadu-Gadu:
13680192
Skype:
nto.online
Moje miejsce:

Artykuł »

email print wykop
komentarze: 0
zdjęcia: 1

ZAKSA przegrała ze Skrą Bełchatów 2-3

opublikowany: 8 lutego 2010, 9:51
Michał Masny (z lewej) i Jurij Gladyr (atakuje) często rozgrywali szybkie i skuteczne akcje.Michał Masny (z lewej) i Jurij Gladyr (atakuje) często rozgrywali szybkie i skuteczne akcje.

fot. Daniel Polak

Autor: redakcja  

- W tie-breaku zabrakło nam instynktu zabójcy - powiedział Krzysztof Stelmach, trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

Wczoraj w Kędzierzynie-Koźlu blisko 4 tysiące widzów zobaczyło bardzo emocjonujący mecz na szczycie siatkarskiej ekstraklasy. Zajmująca 2. miejsce w tabeli ZAKSA podejmowała lidera i mistrza Polski z Bełchatowa.


- Podział punktów najbardziej oddaje to, co działo się na parkiecie - analizował Jacek Nawrocki, trener gości. - Spodziewaliśmy się wojny i tak wyglądał ten pojedynek. Kędzierzyn to zespół walczący, popełniający mało błędów, dysponujący trudną zagrywką. Taka ekipa może wygrać z każdym.

Paradoksalnie problemem ZAKSY w decydującym secie były właśnie własne, niewymuszone przez rywala błędy.


- Cztery razy pomyliliśmy się w ataku, popełniliśmy dwa błędy, zepsuliśmy trzy zagrywki - wyliczał Stelmach. - Oddaliśmy Skrze dziewięć punktów w tie breaku. W tym secie zabrakło nam instynktu zabójcy i przegraliśmy. Natomiast jak już ochłoniemy, to być może z tego punktu będziemy się cieszyć.


Moment zwrotny tie breaka nastąpił przy stanie 8:8. ZAKSA obroniła atak rywala, ale nie potrafiła wyprowadzić skutecznej kontry. Skra objęła prowadzenie 9:8, w pole zagrywki wszedł Marcin Możdżonek. Przy jego podaniu gospodarze nie potrafili wyprowadzić ataku, tracąc kolejnych 5 punktów.


- Bełchatów zagrał dobrze taktycznie, wyczuł to, co chcieliśmy zrobić, nie skończyliśmy kilku piłek i zrobiła się duża przewaga - analizował Michał Ruciak, przyjmujący ZAKSY.

Od początku meczu obie ekipy postawiły na agresywną zagrywkę. Próbkę możliwości dał Bartosz Kurek, który posłał piłkę z prędkością 104 km na godzinę, trafił w boisko i Skra objęła prowadzenie 4:2. Gospodarze za sprawą zagrywek i kontr Jakuba Jarosza odrobili straty, a po ataku Terenca Martina prowadzili 5:4. Za chwilę wyczyn Kurka poprawił Mariusz Wlazły, który zaserwował z prędkością 108 km, dając swojej drużynie prowadzenie 14:13. ZAKSA miała problemy z odbiorem i zbudowaniem skutecznej akcji. Po jej stronie mnożyły się błędy, co skwapliwie wykorzystywali mistrzowie Polski. Przy urozmaiconej zagrywce Kurka Skra zdobyła 4 pkt z rzędu (14:18) i tej zaliczki już nie straciła do końca partii.


- W nasze szeregi wkradło się troszkę zdenerwowania i niedokładności - przyznał Ruciak. - Oni dobrze zagrywali, czasami idealnie miedzy nas. Ale potem poprawiliśmy przyjęcie i grę.
W II odsłonie ZAKSA przestała psuć zagrywki oraz popełniać błędy. Zaczęła też wywierać presje na rywalu. Goście już nie atakowali tak bezkarnie. Co chwilę nadziewali się na blok lub ich ataki były podbijane i gospodarze kontrowali. Jakość gry znalazła odbicie w wyniku. Miejscowi prowadzili 16:14 i wydawało się, iż kontrolują przebieg seta. Aż do momentu gdy w polu zagrywki nie pojawił się Wlazły. Kapitan gości znów popisał się asem i było po 18:18.


- To jest tak mocne uderzenie, że piłka się odbija i leci albo do góry, albo w trybuny - mówi Mierzejewski. - Tego nie da się dograć do siatki, bo przechodzi na drugą stronę. Wlazły, czy Kurek to klasa światowa w zagrywce i w tym elemencie wygrali dwa pierwsze sety. Ale obiecaliśmy, że będziemy walczyć do końca i ta walka cały czas była.

W emocjonującej końcówce obie ekipy oddawały serce za każdy punkt. ZAKSA obroniła pierwszą piłkę setową, blokując w kontrze Wlazłego (24:24). Przy kolejnej piłce setowej Sammelvuo zaatakował w aut i goście cieszyli się z drugiego seta.


- Mimo porażki, ciągle wierzyliśmy, że losy meczu mogą się odwrócić - dodaje Ruciak. - Już w drugim secie gra dobrze nam się układała. Zabrakło odrobiny szczęścia, by pokonać w nim Skrę.
Dobra gra gospodarzy z optymizmem pozwalała oczekiwać kolejnej partii. I tak było. ZAKSA z każda akcją się rozkręcała. Znakomitą partię rozgrywał Robert Szczerbaniuk: pewny w ataku i czujny w bloku. Dwa razy zatrzymał na siatce Marcina Możdżonka i ZAKSA objęła prowadzenie 17:15. Wprawdzie po asie Michała Winiarskiego goście doprowadzili do remisu, ale to był ich ostatni zryw. Przy zagrywce Ruciaka Skra nie potrafiła skończyć ataku i ZAKSA odskoczyła na 22:18.


W IV partii gospodarze znakomicie grali w bloku i obronie. Wiele ataków podbijali, a w kontrze szalał Sammelvuo i Jarosz. Na drugą przerwę techniczną podopieczni Krzysztofa Stelmacha schodzili przy prowadzeniu 16:12. Po chwili Jurij Gladyr popisał się asem i przewaga miejscowych wzrosła do 6 oczek (18:12).


O zwycięstwie w meczu decydował więc tie break, w którym emocje skończyły się przy stanie 8:8.

Twoja ocena: brak
Ocena: 5 (2 głosy)
komentarze: 0